poniedziałek, 17 marca 2014

Rozdział 7

- No to może ja już pójdę. - odpowiedziałam wstając z siedzenia.
- Dlaczego? - zapytał smutny chłopak.
- Muszę się już zbierać. Mam ważne spotkanie.
- Aa... No dobra. To chociaż piszmy smsy. Ok?
- Dobrze. To cześć. - powiedziałam biorąc kurtkę w rękę i zakładając na ramię torebkę.
Blondyn machnął mi, a ja wyszłam z kawiarni. Nagle dostałam smsa. Szczerze nie chciało mi się pisać, no ale w końcu się zgodziłam. Odpisałam mu. Dopiero wyszłam, a ten już do mnie pisał.
~Oczami Nialla~
Co jej się stało? O co chodzi? Dlaczego pisze bez emotek...?! Jestem zły na siebie! Pewnie to przeze mnie jest jej smutno. Jestem głupi... Głupi, głupi, głupi!!
~Oczami Elzy~
Nie, nie byłam na niego zła. I nie, nie było mi smutno. Po prostu czułam się zmęczona i nie wiedziałam gdzie w tamtym momencie iść. Nie chciało mi się wracać do domu. Chciało mi się pochodzić, ale też chciałam pogadać z Elizą. Więc postanowiłam do niej zadzwonić.
- Halo?? - usłyszałam szczęśliwy głos w słuchawce.
- No cześć Eliza. To ja Elza. Możesz się spotkać? - zapytałam chodząc po ulicy.
- Znaczy no tak średnio bo spędzam czas z Harrym... - odpowiedziała.
- Aha... Czyli teraz chłopak ważniejszy od przyjaciółki?
- Nie, Elza. To nie jest tak!
- Chyba jednak jest . Spędziłaś z nim całą noc i jeszcze ten dzień. Ja z Niallem tylko jedną noc. Właśnie się z nim pożegnałam i chciałam spędzić czas z Tobą. Bardzo Ci dziękuję Eliza. Myślałam, że mogę na Ciebie liczyć i z Tobą pogadać, a tu dupa.
- Eh... Po prostu nie mam z Harrym takiego dobrego kontaktu jak z Tobą. Też chcę z nim spędzić jak najlepsze chwile.
-Czyli ja już nie jestem dla Ciebie ważna. Dziękuję za tą wspaniałomyślną przyjaźń.
- Wspaniałomyślną?!
- Owszem.
- Niby dlaczego?!
- Bo nie zastanowiłam się czy się z Tobą przyjaźnić czy nie. Po prostu zgodziłam się na bycie Twoją przyjaciółką bo jestem popularna w szkole... Tak szczerze to zlitowałam się nad Tobą.
- Och teraz mi to mówisz?!
- Przepraszam, ale przez telefon kłócić się nie będę. Cześć.
- Pa! - I usłyszałam tylko "pi, pi, pi".
Nagle zadzwonił drugi telefon. Wyświetlił się numer blondyna. Nie odebrałam. Chłopak nagrał mi 15 sekundową wiadomość. A brzmiała ona tak: "Elo... Wiem, że niedawno się pożegnaliśmy, ale zupełnie zapomniałem powiedzieć Ci czegoś bardzo ważnego. Nie wiem, czy się tym przejmiesz czy nie, ale... Zamierzam wyjechać do Nowego Yorku. No to jak to odsłuchasz to zadzwoń i możemy się spotkać. Pa. Jeśli się nie odezwiesz... Powiem szczerze. Będę tęsknić." - powiedział z trochę już zapłakanym głosem.
Byłam zdezorientowana. Nie wiedziałam co mam zrobić. Czy oddzwonić czy się tym nie przejmować. "Dobra... Chyba oddzwonię. Chcę się chociaż z nim pożegnać. " - pomyślałam.
Zadzwoniłam do niebieskookiego blondynka. Po 2 sygnałach chłopak odebrał telefon.
- Tak? - zapytał smutny.
- No hej. Moglibyśmy się spotkać? - zapytałam.
- Jasne... - powiedział nie entuzjastycznie.
- No to kiedy i gdzie?
- Może teraz w parku obok ciebie? Wiesz... Trochę muszę się spieszyć. Pakować się itd.
- No dobrze. To zaraz będę. Do zobaczenia.
- Do zobaczenia kocie.
"ŻE CO?! KOCIE?!?!" - pomyślałam. Ale tak jakby... było to dla mnie miłe. Jeszcze nikt mnie nigdy tak słodko nie nazwał. To było pierwsze takie słowo usłyszane przez chłopaka.
Szybko pobiegłam w miejsce spotkania. Blondyn czekał tam na mnie trzymając w rękach 2 butelki coca-coli. Niall schylił się udając, że mnie nie widzi. Nagle odwrócił głowę w moją stronę i uśmiechnął się.
- Już myślałem, że nie przyjdziesz. - powiedział załamująco.
- Ja zawsze dotrzymuję słowa głuptasku! No to do rzeczy. Dlaczego chcesz wyjechać do Nowego Yorku? - odpowiedziałam, pytając trochę z zakłopotaniem. Już bałam się, że chłopak mi nie odpowie, ale przecież dlatego się spotkaliśmy.
- No więc... Tu życie, nie wiedzie mi się tak dobrze. Chciałbym być wreszcie szczęśliwy. Kiedy jesteś przy mnie czuję się tak jakoś... wyjątkowo. Myśląc, że przy mnie właśnie jest najpiękniejsza kobieta na świecie. W tym mieście... Ludzie mnie hejtują. Nie znoszą mnie. Dlatego chcę, żeby już sobie odpuścili. Wolę wyjechać niż czuć się nieswojo.
- A może po prostu nie pokazuj że jesteś słaby? Wyjechaniem do Nowego Yorku pokazujesz tym wszystkim hejterom, że już nie dajesz siły. Nie wytrzymujesz i chcesz odpocząć. Ale wiesz, że media będą dudnić o tym, że "Niall Horan wyjechał do Nowego Yorku by pozbyć się hejterów." Myślisz, że Ci odpuszczą? Bo ja nie jestem tego taka pewna. Ale jeśli ty jedziesz to i ja jadę!
- Że co?!  Elza... musisz tu zostać. Tu masz dom i rodzinę. Nie pozwolę, żebyś ich zostawiła.
- Takie jest życie Niall. Uświadom to sobie. Chcę być przy tobie bo przy tym głupku koło którego teraz stoję czuję się bezpiecznie. - Mówiąc to przytuliłam się do chłopaka. Wtem z oka wypłynęła mi łezka. A może nawet dwie.
- Ojeju... To co teraz powiedziałaś to po prostu... Nie no jak ty płaczesz to ja też się zaraz rozkleję więc przestań ! Ja nie pozwolę Ci nigdzie wyjechać. Ludzie się rozstają, ale nie na zawsze. Na pewno się kiedyś jeszcze zobaczymy.
- No dobrze... To teraz chcę z Tobą spędzić jak najwięcej Twojego wolnego czasu.
- Dziękuję, ale ja już muszę spadać do domu. Wiesz.... Wielkie pakowanie mnie czeka i szukanie jakiejś wielkiej walizki.
- A dlaczego od razu wielkiej? Chcesz mnie tam spakować?
Obydwoje zaczęliśmy się śmiać. Ale to jednak nie był dobry czas do śmiechów. Przez chwilę znów byliśmy całkiem poważni. A minutę potem znów wpadliśmy w śmiech. 
- No to .. cześć. - i blondyn pocałował mnie w policzek.
- A ja bym wolała jakieś głębokie pożegnanie... - odpowiedziałam z uśmiechem.
Niebieskooki chłopak pocałował mnie w usta i mocno przytulił.
- O to Ci chodziło? - powiedział szczęśliwy odklejając się ode mnie.
- Tak! Dokładnie o to.
Rozeszliśmy się. Zaczęłam płakać machając do odchodzącego chłopaka. Poszłam w stronę domu. Szłam powoli cała we łzach. Były klejące, słone i nieprzyjemne.
*15 minut później*
Nareszcie doszłam do domu. W drodze zaczął padać deszcz więc byłam cała przemoknięta. Zdjęłam mokre ciuchy i szybko przebrałam się w coś suchego. Położyłam się na łóżku i zaczęłam głośno płakać. Nagle do pokoju weszła moja mama. Usiadła koło mnie, przykryła mnie kocem i utuliła.
- Co się stało rybko? - zapytała.
- Po prostu chłopak... Który mi się podoba, wyjeżdża do Nowego Yorku.
- To może jedź z nim?
- Też mu to proponowałam, ale on "nie!".
________________________________________________________________________
Podoba mi się ten rozdział tak szczerze ;)))
Czekajcie na następny i zostawcie po sobie ślad ;)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz